.

.

poniedziałek, 24 lutego 2014

wyrachowanie

Kontrolowany, wyćwiczony skok na główkę
Do basenu głębokości metr .25
Wyrywa z rzeźniczego zastoju myśli

Inicjacja zabawy w trolla
Początkiem budowy samoświadomości
Czy morderstwem dziecinnej ufności w idee

Życzysz mi 'dobrej zabawy'
Ale ja naiwnie trzymam kciuki
I za niewiniątka, i za Niego

Bo precyzyjnie określony ktoś
W wyjątkowo zdefiniowanym kiedyś mojego życia
Pokazał mi
Że nawet taniec wśród komarów na łące potrafi być przełomem
A ujrzenie własnego odbicia w cudzych oczach Apokalipsą

sobota, 15 lutego 2014

Sentymentalnie.

Miałam kiedyś w swoim życiu osobę, która mnie naprawdę znała. Zdarzyło się to raz, przynajmniej według tego, co ja rozumiem przez słowo "znać". Nie mam niestety na myśli tego, że otworzyłam się przed nią, a przynajmniej nie świadomie i nie z własnej woli. Znała mnie jeszcze zanim zaczęłam się chować. Kiedy jeszcze byłabym w stanie określić, która zmiana w tym kim jestem jest realna, a która jest czystą fikcją. Która z fikcji przesiąkła mnie na wylot. I nawet wtedy to ona oceniłaby to trafniej.

Znała mnie. Czego w tamtym momencie nie mogłam powiedzieć o samej sobie. Więc wiele razy prosiłam, żeby pomogła mi zrozumieć. Za każdym razem dostawałam w odpowiedzi jedne i te same frazy:

Jesteś mądra i masz dobre serce, 
ale nie chcesz o tym pamiętać. 
Wymyślasz sama sobie zasady tylko po to, 
żeby je łamać i poczuć wolność.
Paradoksalnie właśnie tym się zniewalasz.

Ona zniknęła.
Ale faktem, że kiedyś była, czy nawet bywała, wyświadczyła mi przysługę. Wręcz bluźnię określając to w tak banalny sposób. Ta osoba którą kiedyś była sprawiła, że ja stałam się taką jaką jestem teraz. Że jestem świadomą istotą żyjąca w świecie który sama wokół siebie zbudowała takim, jakim chciała go mieć. Że jestem świadoma które z zasad istnieją naprawdę, a które stworzyłam w swojej podświadomości. Które sprawią, że poczuje się wolna przez moment, a które uszczęśliwią na dłuższą metę. 

Dzięki Tobie rozumiem, że nie należy łamać własnych zasad.
Bo inaczej jaki sens je tworzyć?
Skoro wolność polega właśnie na dowolności w ich doborze.
Rozumiem, że bycie 'dobrym' człowiekiem nie jest do końca takie złe.
I że przed wypiciem należy sprawdzać datę ważności mleka w cudzej lodówce.



niedziela, 2 lutego 2014

***

Zastanawiająco głęboko spaliłeś ten świat. Myślałam w pewnym momencie, że był on murowany, a w dodatku bez okien. Lecz kiedy ogień wżerał się w żerdzie, a popiół posypywał nieukorzoną nigdy głowę próbowałam przecież uciekać. Ratować resztki duszącej się dymem własności. Kto by nie próbował? Ale oni przyrośli do swoich miejsc w tym świecie, przyspawani długoletnimi granicami naszych relacji. Przyspawani do tego świata, a nie do mnie, jak łatwowiernie chciałam wierzyć, targając ich siła aby wynieść z pożogi. Tak długo obijałam się o rozpalone ściany, a ich deski pod złażącym kwiecistym tynkiem, miast rozpaść się pod uderzeniami pęczniały i tworzyły szczeliny. A przez nie wlewało się światło. Białe, zimne, tak różne od czerwonej łuny Twojego ognia. Zmniejszające się pod wpływem tej poświaty źrenice przestawały dostrzegać tlące się jeszcze stare nadzieje, smoliste zwały gasnących powoli planów, startych na proch ambicji. Pominięty przy kwietniowych porządkach proch wybuchnął, wyłamał niepozornie jedną z desek. A w jej miejscu pojawiła się niezauważona przez Ciebie dłoń. Cichnące jęki zdeptanej po drodze bliskości i zaufania, czepiająca się stóp zachłanność, poczucie własności. Kilka kroków w pustce, odseparowującej od cisnących się z zewnątrz bodźców i byłam po drugiej stronie. Znalazły się tam utrzymujące mnie w pionie ręce, z początku bezosobowe, zyskujące jednak z czasem na własność twarze. Wiele zapomnianych już widoków, czystość i bezpretensjonalność odcieni możliwości. I przestrzeń wypełniona nieograniczonym, dostępnym dla każdego tlenem. Tlenem przyśpieszającym analizę, uderzającym do głowy niczym narkotyk w najczystszej postaci. Przestrzeń ścinająca swoim ogromem z nóg, przytłaczającą z początku odpowiedzialnością wyboru. Po krótkiej chwili zaś dająca oczyszczającą swobodę ruchów i myśli.

A kiedy tlący się tam ciągle ogień obłudnie przyciąga mnie do siebie w zimie złudnym ciepłem, gdy zapominam ból zrodzony z dawnych nim oparzeń, podkradam się do granic tego świata i zaglądam przez szparę. Ale nie otwieraj co chwilę drzwi, świeży powiew tlenu w zwęglonej rzeczywistości nie skusi do powrotu, a jedynie podsyci ogień Twoich rozczarowań. Pożoga  przecież już dawno wygasła, tlą się tylko dalej stare pretensje. I ściany zlepione Twoim zaślepieniem trzymają się twardo, oddzielając tamten świat od tego. Może kiedyś, kiedy upewnię się że nikogo już w środku nie ma, wyłamię kilka desek, stawię czoła marom z przeszłości. Lub jeśli kiedyś te ściany runą, przejdę się po pogorzelisku. Może przetrwa któryś z  materialnych dowodów na realność ulubionych wspomnień z mojej głowy. Tak teraz nierealnych i plastycznych.

Dogłębnie spaliłeś ten świat, Mój Miły. Nasz świat.

piątek, 31 stycznia 2014

Ukraina

Zasklepione dawno rany otwiera na nowo
otumaniająca emocjonalna bezczynność

Szemrzą płatne rozmowy o ulepszaniu
nie siebie ani innych
a banalnych plonów pól

Przypochlebiająca się Whiskey z Colą
przed 12:00 w wietrznie śliski poranek
klepie pocieszająco po plecach

Poprawiając poprawione wersję poprawek
słyszę, że być człowiekiem oznacza
pięknie się mylić

Ja często się mylę
Ale czy być człowiekiem, to taka znów nobilitacja?

Włączone wiadomości:
Mężczyzna po przeszczepie twarzy
Wychodzący na wolność gwałciciel sześciolatki
Powolne zwycięstwa ukraińskiej demokracji
Tortury zaginionych z Majdanu

A czy Pan, Panie Taras
Oglądając "rewolucyjne sekatory!"
Do Pańskich upraw wielkości polskiego województwa
Czy Pan czasem myśli o tych którzy tam marzną
bez porannej, obłędnie drogiej Whiskey?






czwartek, 30 stycznia 2014

***

Zastygła w pozornym bezruchu z wyrazem milczącego potępienia na twarzy. Uniosła odruchowo, a zarazem ironicznie do góry brew, w jej oczach tańczyły ze sobą sprzeczne uczucia. Ekscytacja, niczym królowa elfów, z płynnością wartą lepszej sprawy drobiła kroki, mamiła i rozmazywała rzeczywistość. Odraza, tak oczywiście od niej odmiennie i zarazem sztampowo, próbowała usadzić ją w sztywne karby. I razem z wędrującą do góry brwią, nieustannie, spowalniając upływający czas do świetlnego, dając jej czas na decyzję, wirowały w tych bezbrzeżnie seledynowych oczach. A oczy te wciągały mnie w swoją otchłań coraz głębiej, wymazywały świadomość podziału między moimi i jej odczuciami. Krystalizowały jej myśli zanim zdążyła je wypowiedzieć i ich pożałować, zanim zdążyłam mieć prawo do pretensji lub żalu i pozostawiały mnie z cierpkim ich posmakiem na bezradnych wargach. 

środa, 29 stycznia 2014

***

Dostrzegasz głos w hałasie dopiero przy wyborze
Zderzenie płatka śniegu przy głębszym zapatrzeniu

Dostrzeżesz zagubienie powstałe w ciągu nocy
Zderzenie pragnień chwili ze stałą manną życia

Mistrzowska w malkontenctwie
Nieskora w zaufaniu
Mistrzostwo w nieskorości
Czy skorość w mym mistrzostwie

Wybiorczość moich uczuć
Tak mgliście zbyt istotna
I potok moich słów
Puszczony bez kontroli

Zbyt naga by mieć śmiałość
Śmiałości Twej wymagam
Nie licząc na wzajemność
Lecz czelność do szczerości

Zmąciłam sama siebie,
Przerastam czuciem myśli
Niezdolnam się zrozumieć

Nie umiem,
nie potrafię,
nie chcę,
nie mogę.

Nie zostawiaj.